Plusy i minusy
Kiedy człowiek mówi o wódce, natychmiast uruchamia się erystyczny mechanizm równoważenia: z jednej strony szkodzi, bo niszczy wątrobę, z drugiej strony „daje przyjemność”, „rozluźnia”, „poprawia nastrój”. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to są dwie wagi, że w grę wchodzi jakiś bilans między stratą a zyskiem. Ale to tylko narracja, sprytny łańcuch pozornych argumentów, który działa jak zaklęcie — odwraca uwagę od prawdy. Bo prawda jest prosta: rozpad wątroby to fakt, zniszczenie organu, którego nie można wymienić jak żarówki. To nie interpretacja, tylko biologia. Natomiast „zadowolenie” jest chwilowym złudzeniem chemicznym w głowie, rodzajem halucynacji, którą system nerwowy mylnie zapisuje jako plus. W rzeczywistości nie istnieje żaden plus, istnieje tylko trucizna i oszukanie percepcji, że ta trucizna jest czymś dobrym. A więc cała konstrukcja „+ i –” to fałsz: nie ma równowagi, nie ma bilansu, jest jedynie destrukcja ubrana w iluzję nagrody. Mechanizm ten działa wszędzie tam, gdzie system potrzebuje usprawiedliwić to, co niszczy — wkładając do jednego worka fakty i fantazje, aby stworzyć wrażenie dyskusji. To właśnie jest erystyczny łańcuch: trucizna i halucynacja połączone w pseudoargument, który udaje logikę, a w istocie zakrywa prawdę.
Ten erystyczny mechanizm działa zawsze tak samo: bierze fakt destrukcji i zestawia go z halucynacją korzyści, tworząc złudny bilans.

Weźmy papierosy. Fakt jest oczywisty: smoła i dym chemicznie uszkadzają płuca, zatruwają krew, skracają życie. To biologia, która nie podlega opinii. A co mówi złudzenie? „Papieros mnie uspokaja”, „daje chwilę oddechu”, „lepiej się myśli przy fajce”. Ale ten „spokój” to nic innego jak chwilowe uśmierzenie braku nikotyny, który sam papieros wytworzył. Mechanizm jest więc podwójnie kłamliwy: najpierw trucizna wywołuje niepokój, potem ta sama trucizna na chwilę go ucisza, a człowiek myśli, że zyskał plus. W rzeczywistości nie ma żadnego plusa, tylko spiralę zatrucia i iluzji.
To samo z lekami. Tabletka przeciwbólowa nie usuwa przyczyny bólu, a jedynie zakleja czujniki w głowie. Fakt: organizm wysyła sygnał o problemie biologicznym. Halucynacja: „tabletka mi pomogła”. Ale nie pomogła — tylko zabiła komunikat. To jakby wyłączyć alarm pożarowy, żeby udawać, że ognia nie ma. Plus jest więc czysto psychiczny, a minus biologiczny zostaje, a nawet się pogłębia. A jednak system farmaceutyczny przedstawia to jako równowagę: cierpienie kontra ulga, ból kontra tabletka. To znowu erystyczny łańcuch — zestawienie faktu z halucynacją.

I wreszcie ideologie. Tutaj trucizna jest społeczna, a halucynacja zbiorowa. Fakt: ideologia niszczy indywidualność, wciąga człowieka w stado, w system zasad, w mechanizm posłuszeństwa. Biologicznie i psychicznie odbiera wolność myślenia. A halucynacja? „To daje poczucie sensu”, „to wspólnota”, „to bezpieczeństwo”. Ale to bezpieczeństwo jest iluzją, bo jest oparte na tym, że wszyscy razem wierzą w ten sam fałsz. To tak jakby wszyscy pili truciznę i powtarzali, że to nektar. System zawsze zbuduje pseudo-bilans: „oddajesz coś, ale zyskujesz więcej”. W rzeczywistości oddajesz prawdę i ciało, a dostajesz tylko urojenie, że to był dobry wybór.
I tu widać że ten mechanizm działa wszędzie. Przykładowo opisaliśmy alkohol, papierosy, leki, ideologie. Zawsze jest ta sama sztuczka: fakt biologiczny zestawiony z halucynacją psychicznego plusa. To nie są dwie szale wagi. To jest trucizna i złudzenie. A łańcuch erystyczny sprawia, że człowiek myśli, że „bilansuje” – podczas gdy w rzeczywistości w ogóle nie ma bilansu, jest tylko strata przykryta fantazją.
Z przesłaniem dla świata, Morfeusz



