Opieka zdrowotna, czyli jak sprzedać chorobę w opakowaniu ratunku [2/4]

III. Przemysł zdrowia – teatr objawów i recept

W tym przedstawieniu każdy ma swoją rolę.

Lekarz – kiedyś nazywany uzdrowicielem – dziś pełni funkcję urzędnika medycznego.
To nie wolny myśliciel ani mędrzec ludzkiego ciała.
To regulowany wykonawca procedur, który musi działać w granicach tego, co pozwala mu system: kodów, schematów, protokołów.

Nie szuka przyczyny – szuka etykiety.
Nie rozumie człowieka – analizuje formularz.
A jego główna rola?
Wystawianie przepustek (zwolnień, zaświadczeń) i ostrzeżeń (diagnoz, zaleceń, kodów chorób).

Pacjent, z kolei, nie jest partnerem.
Nie ma prawa wiedzieć, rozumieć, analizować.
Ma słuchać, podpisywać i wracać na kolejną wizytę.
To klient – ale nieświadomy.
Klient, który nie zna się na swoim własnym ciele.

System zdrowia nie opiera się na dążeniu do uzdrowienia.
Opiera się na utrzymywaniu objawów w kontrolowanym stanie.
To nie walka o równowagę, tylko biznesowa strategia podtrzymywania objawu na tyle długo, by pacjent wracał, ale nie umierał.

Leki nie mają leczyć – mają regulować symptomy.
Badania nie mają odkrywać – mają monitorować.
Zabiegi nie mają uzdrawiać – mają odciążać statystykę.

System nie chce zdrowych ludzi.
Zdrowy człowiek to martwy klient.
To ktoś, kto nie bierze tabletek, nie chodzi na kontrole, nie potrzebuje operacji, konsultacji, skierowań, recept i powtórek.
To strata.

Dlatego leczenie w tej wersji to nie droga do zdrowia.
To droga w pętlę uzależnienia od kontroli.

Witamy w teatrze zdrowia, gdzie każda recepta to bilet na kolejne przedstawienie.

IV. Zdrowie i choroba jako narzędzia kontroli

W systemie, który mierzy wartość człowieka jego produktywnością i uległością, pojęcia „zdrowy” i „chory” nie mają nic wspólnego z rzeczywistością cielesną.
One służą tylko jednemu: zarządzaniu zachowaniem jednostki.

„Zdrowy” człowiek to nie ten, który czuje się dobrze.
To ten, który może pracować, płacić podatki, konsumować i nie sprawia problemów.
Nie ma znaczenia, czy boli go dusza, czy ciało – jeśli funkcjonuje, ma być uznany za zdrowego.
Bo zdrowy to trybik, który się kręci.

„Chory” człowiek z kolei to nie ten, który potrzebuje pomocy.
To ten, który wymaga nadzoru.
Musi mieć kartę pacjenta, terminarz wizyt, dawkowanie, dietę, zestaw zaleceń.
Musi być zarejestrowany, kontrolowany, obsługiwany.

Im więcej chorób, tym więcej mechanizmów nadzoru.
– opieka społeczna,
– świadczenia,
– refundacje,
– grupy inwalidzkie,
– komisje,
– elektroniczne rejestry zdrowia.

To nie system troski.
To system klasyfikacji i zarządzania ruchem populacji.

I co najważniejsze – oba pojęcia:
„zdrowy” i „chory” są używane wymiennie do jednego celu:
utrzymania jednostki w ryzach, które pozwolą na jej przewidywalność.
Zdrowego można wykorzystywać – chorego można kontrolować.
Żaden z nich nie jest wolny.

Bo w systemie medycznym nie chodzi o człowieka.
Chodzi o to, jak bardzo da się go uregulować.

Thomas Anderson

Zobacz także

Dodaj komentarz