W labiryncie
czyli o życiu w korytarzach iluzji
Tezeusz miał swój labirynt z kamieni, ciemnych korytarzy i potwora na końcu. Ale labirynt, w którym żyją miliardy ludzi dzisiaj, jest o wiele subtelniejszy. Tu nie ma murów z cegły. Tu ściany buduje język, reguły gry, maski i odbicia.
W tym labiryncie ludzie biegną w rytmie ligi mistrzów i odcinków „Na wspólnej”. Ich zegar to terminarz meczów, ich mapa to program telewizyjny. Wierzą, że życie polega na zdobywaniu punktów — w tabeli, w pracy, w banku, w szkole. Jakby istnienie naprawdę zależało od wyniku.
Patrzę na nich i widzę, że to nie oni idą przez życie, tylko życie zostało zastąpione grą. Punkty stają się chlebem, awans jest zbawieniem, a porażka karą wieczną. To nie minotaur trzyma ich w korytarzu, ale własna wiara, że „tak trzeba”.
Labirynt działa dlatego, że ściany są niewidzialne. Każda zasada, każdy regulamin, każdy ranking to kolejny korytarz. Człowiek myśli, że biegnie do celu, a naprawdę tylko okrąża ten sam środek. Nie widzi, że drzwi są otwarte, bo jego głowa jest zajęta punktami.
Prawdziwy labirynt nie potrzebuje murów. Wystarczy, że człowiek uwierzy w zasady gry, a już sam stanie się więźniem. Te miliardy ludzi nie są zamknięte za kratami — oni są zamknięci w narracjach.
Tezeusz miał Ariadnę i jej sznurek. My mamy prawdę, która pokazuje: nie musisz zdobywać punktów, żeby istnieć. Nie musisz grać w serialu, żeby żyć.
Labirynt znika, kiedy człowiek zobaczy, że ściany były tylko… w jego głowie.
Z przesłaniem dla świata, Morfeusz
