Od chartów do czempionów

Kiedyś goniono psy. Dosłownie. Biegały w kółko na rozkaz, wytrenowane do granic możliwości, by przez chwilę dać swojemu właścicielowi powód do dumy. A potem wracały do budy. Lizały rany. Spały jak każdy pies. Nie dostawały medali, nie pisało się o nich w gazetach. Były psami, które zrobiły swoje i zapomniały.

Dziś to nie psy biegną. Dziś biegną ludzie. Nie dlatego, że ktoś ich bije batem, nie dlatego, że musztruje ich treser. Biegną, bo uwierzyli, że zwycięstwo coś znaczy. Że medal to wartość, a podium to cel. Wskoczyli na tor z własnej woli. W dresie, w garniturze, w sportowych butach czy w kolcach. Na stadionach i w halach, w telewizji i na TikToku. Biegną, bo stado potrzebuje czempionów.

Pies nie myślał, że jest bogiem biegania. Ale człowiek po przebiegnięciu stu metrów szybciej od innych, uznaje się za zdobywcę sensu. Dostaje medal, hymn, zdjęcie z ministrem i kontrakt na batonik. Tysiące rąk bije brawo. A potem? Wraca do swojej budy. Do kontuzji, zmęczenia, przemilczenia. Do nieistnienia.

Zwycięstwo nie daje nic trwałego. To tylko rytuał zbiorowej wiary, że ktoś musi być najlepszy, by inni mogli zapomnieć, że sami też biegną, tylko wolniej. Biegną do pracy. Do sklepu. Do kredytu. Biegną przez życie, którego nie rozumieją, ale wmawiają sobie, że mają cel. Nie trzeba już bata, wystarczy obietnica, że na mecie ktoś powie: “jesteś wielki”. To nie podium daje wartość. To system, który nagradza tych, którzy potrafią najbardziej uwierzyć w jego reguły. Zwycięstwo to nie sukces. To forma tresury.

Czempionem nie jest ten, kto biegnie szybciej. Czempionem może być ten, kto się zatrzyma i zobaczy, że nie ma mety. Że wszystko to tylko wyścig w kółko. Że medal nie waży nic, jeśli musisz za niego zapłacić sobą.

Stado potrzebuje czempionów, by mieć na kogo patrzeć. By mieć komu bić brawo, choćby przez chwilę. Bo wtedy można zapomnieć, że samemu stoi się na tym samym torze, w tej samej klatce.

A może prawdziwe zwycięstwo to zejście z toru, zanim stado okrzyknie cię bohaterem?

Bo wtedy jeszcze masz szansę wrócić do siebie.
Zanim wmówią ci, że jesteś szybki, wyjątkowy, niezastąpiony.
Zanim założysz obrożę z napisem „czempion” i sam podniesiesz łapę do startu.

Bo przecież co za różnica, czy biegniesz po medal, czy po kij.
Byle stado miało na co patrzeć.

 Z przesłaniem dla świata, Morfeusz

Zobacz także

Dodaj komentarz